Kategorie: Wszystkie | II edycja DZIECKA NA WARSZTAT | Pysia | matematyka
RSS
wtorek, 23 grudnia 2014

Warsztat o Ameryce Południowej rozpoczęliśmy od znalezienia tego kontynentu na globusie, a następnie na mapie.

Od pierwszego dnia wykorzystałam naturalną inklinację moich
dzieciaczków do lepienia masami: tatuś rozłożył warsztat złożony z kilku
pudełek plasteliny i książek z podobiznami zwierząt zamieszkujących Amerykę
Południową. Radość była ogromna i do tej pory jeszcze znajduję różne zwierzątka...

Na pierwszy rzut poszły te:

plastelinowe zwierzątka

 

Lepienie zwierząt spodobało się najbardziej najmłodszej
pannie. Oto efekt:

węże z plasteliny

Warsztat był dla nas podsumowaniem wielu innych zajęć:
uczyliśmy się już o pampach – na drzwiach od pokoju dziewczynek wisi ilustracja
zrobiona przez Turbo, czytaliśmy książkę Geralda Durrella „Kraina szeptów”, Turbo
zrobił piękną wyklejankę ilustrującą łańcuchy pokarmowe w puszczy deszczowej,
były bity Domana o zwierzętach Amazonii i inne aktywności. W tym miesiącu
podparliśmy się Leksykonem krajów, który poznaliśmy już przy poprzednim
Warsztacie.

Turbo narysował na kartonie kontur Ameryki Południowej,
przygotował masę solną, a następnie zaprosił dziewczynki do pomocy przy
wylepianiu kontynentu.

wylepianie konturów kontynentu masą solną

W trakcie tej zabawy przeczytałam dzieciom opowieści Neli o
przygodach z podróży po tym kontynencie. Przygody bardzo zainteresowały
dzieciaki. Mimi od razu zilustrowała opowieść o kajmanach

kajmany inspirują

A potem zaczęli z Turbo bawić się w rodzinki pekari i
kajmanów. Dalsze wykłady odłożyłam na później…

Następnego dnia Turbo pomalował swoje dzieło

Ameryka z masy solnej

Dziewczynki dostały ode mnie modele wysp: była okazja, żeby
porozmawiać o korycie rzeki, źródle, ujściu, orogenezie, lodowcach, piętrowości
w górach. Przypomnieliśmy sobie, jakie wyspy już znamy.

wyspa z masy solnej

Wszystkie dzieci obejrzały nagrany przez babcię dokument o
Patagonii, który we wspaniałym stylu domknął naszą pracę.

A teraz o świętach w Ameryce Południowej. Otóż muszę powiedzieć, że tu odbyłam krótką wycieczkę słownikową od świąt do mówienia o ważnych rzeczach: świętować to po angielsku celebrate, co prowadzi nas do tego, co zrobiliśmy z dziećmi.

Ameryka Południowa to tak naprawdę ziemie Indian, którzy
zamieszkiwali je zanim zostały „odkryte” przez Europejczyków. Nie chciałabym,
żeby moje dzieci w toku zdobywania wiedzy zatraciły umiejętność spojrzenia pod
oficjalną wersję. Dlatego w tym miesiącu przyjrzeliśmy się Indianom, porównując
dzieło konkwistadorów do Holocaustu. Ludobójstwo, czy konkwista?

Po lekturze Krainy szeptów naszym naturalnym wyborem byli
Indianie zamieszkujący Patagonię. Wybór padł na Indian Mapuche. Nauczyliśmy się
kilku słów w ich języku, mapundunge, co pozwoliło nam zachwycić się
niezłomnością człowieka w dążeniu do ocalenia swojej kultury i tożsamości
narodowej. Z szacunkiem omówiliśmy walkę tych Indian o niepodległość, uznanie
autonomii i odzyskanie honoru na arenie międzynarodowej.

Turbo chwalił Indian za to, że:

- udało im się długo obronić wolność

- mają wykształconą elitę, która dąży do utrwalenia poczucia
patriotyzmu w narodzie

- umieją godnie dbać o swoją kulturę

- potrafią żyć na tych niezwykle nieprzyjaznych ziemiach.

Obejrzeliśmy stroje Indian Mapuche, instrumenty jakie wytworzyli, wzornictwo. Na koniec bardzo długo tańczyliśmy taniec Indian Mapuche, który przypominał zachowanie kondorów. Ta część  najbardziej zapadła w pamięci Pysi, która teraz codziennie bierze kocyk i tańczy jak kondor.